Connect with us

BIZNES

Dramatyczna sytuacja przedsiębiorców z Dębna. Gastronomia na kolanach

Fatalne sygnały płyną od dębnowskich przedsiębiorców z branży hotelarskiej i gastronomicznej. Zamkniecie gospodarki i restauracji prowadzi wiele firm do upadku. Czy uda się przeczekać epidemię? „Chcielibyśmy normalności” – mówią jednym głosem przedsiębiorcy.

 

– Jest ciężko, hotel zamknięty, gastronomia praktycznie zamknięta, imprezy nie mogą się odbywać – mówi Ewa Małyszko z hotelu Panorama. – Gdyby nie inna nasza działalność, handel obuwiem i odzieżą, to nie dalibyśmy rady. Pomocy żadnej nie otrzymaliśmy, sami sobie musimy poradzić. Nie chcemy zwalniać pracowników, każdy z nich jest dobry i każdego szanujemy. Wszystkie pieniądze, jakie udaje się nam zarobić, przeznaczamy na utrzymanie tych pracowników. Łudzimy się, że niedługo to się skończy, ale jak się czyta, że tego typu epidemie zwykle trwają trzy, cztery lata, to trudno o optymizm. W tym roku będzie źle, młode pary już odwołują śluby z tego roku – dodaje.

Restauracja z hotelu Panorama oferuje obiady na wynos, ale jak przyznaje Ewa Małyszko, nie jest łatwo z takiej działalności utrzymać całą firmę.

W równie trudnej sytuacji są właściciele Domu Weselnego Mimoza w Dębnie. Oni wprawdzie na tarczę antykryzysową się „załapali”, ale środków nie wystarczyło na długo.

– Moja działalność to nie tylko restauracja, to także dom weselny – mówi Tomasz Skrzypek, właściciel Mimozy. – Dzisiaj była u mnie para, która w tym roku miała brać ślub, przełożyli go na 2023 rok. Kilka dni temu była para, która zrezygnowała, chwilę wcześniej inni przełożyli swoje wesele na nieznany na razie termin, na czas otwarcia restauracji. Ale z wesela zaplanowanego na 150 osób będzie małe przyjęcie na 15 osób – dodaje.

Firma Tomasza Skrzypka skorzystała z tarczy antykryzysowej, ale jak mówi przedsiębiorca, środki rozeszły się bardzo szybko.

– Wciąż mamy faktury do pokrycia, podatki, ubezpieczenia, zatrudniamy pracowników – tłumaczy Tomasz Skrzypek. – Nie chcę zwalniać, czuję się odpowiedzialny za swoich pracowników – mówi.

Przyznaje, że sytuacja jest bardzo trudna w branży gastronomicznej i eventowej. Jego firma przetrwała tylko dzięki temu, że za radą ojca tuż przed nadejściem epidemii, nadpłacił kredyty, które zaciągnął na poczet firmowych inwestycji. Ale czas nadpłaconych zobowiązań się właśnie kończy.

– W zasadzie nadpłatę mamy do kwietnia, potem już będzie tylko trudniej. Jeśli ta sytuacja będzie się przeciągała, będziemy mieli poważne problemy – komentuje.

Dodaje, że przeszło mu przez myśl zbuntowanie się wobec lockdownu i wzorem wielu restauratorów Polsce, otworzyć swoją gastronomię i przyjmować gości. Obawia się jednak represji w postaci decyzji administracyjnych związanych z obowiązkiem natychmiastowego zwrotu środków, jakie otrzymał w ramach tarczy antykryzysowej.

– Może i bym udowodnił swoje racje w sądzie, ale zanim by się to stało, minęłoby wiele miesięcy, a do tego czasu firmy by już nie było – tłumaczy swoją sytuację.