Do Sądu Okręgowego w Szczecinie trafił akt oskarżenia przeciwko dwóm byłym członkom zarządu Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S.A., w tym prezesowi spółki. Sprawa dotyczy niezrealizowanego kontraktu na budowę promu, po którym pozostała jedynie tak zwana stępka, fragment kadłuba przez lata rdzewiejący na terenie Szczecińskiego Parku Przemysłowego.
Informację o skierowaniu aktu oskarżenia przekazała we wtorek Prokuratura Regionalna w Szczecinie. Komunikat prasowy zatytułowano po prostu „Stępka”.
Rzeczniczka prokuratury Małgorzata Wojciechowicz podała, że oskarżonym zarzuca się popełnienie przestępstwa polegającego na wyrządzeniu spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, w wysokości 8 118 560 zł. Według ustaleń śledczych, w okresie od 8 marca 2017 roku do 14 maja 2019 roku oskarżeni, jako osoby odpowiedzialne za sprawy majątkowe PŻB, podpisali z Morską Stocznią Remontową Gryfia S.A. kontrakt na zaprojektowanie, wybudowanie i dostawę promu, mimo że stocznia nie była przygotowana do realizacji takiego przedsięwzięcia. Prokuratura wskazuje, że wynikało to zarówno ze złej sytuacji finansowej i majątkowej stoczni, jak i z braku odpowiedniego zaplecza technicznego oraz kadry z doświadczeniem w budowie promów typu Ro Pax.
W komunikacie wymieniono również kolejne aneksy do kontraktu, dotyczące modyfikacji projektu kontraktowego i opracowania projektu technicznego. W tym zakresie, jak podaje prokuratura, spółka poniosła szkodę w wysokości 7 mln 589 tys. 900 zł.
Osobno rozliczono koszt samej stępki, powstałej w ramach jednego z aneksów, dotyczącego wykonania pierwszej sekcji dna podwójnego kadłuba. Budowę tego elementu zlecono, mimo że, jak czytamy w komunikacie, „nie został wykonany w całości projekt kontraktowy promu oraz nie został sporządzony projekt techniczny promu”. Prokuratura wyceniła ten fragment sprawy na 725 tys. 660 zł, a po odjęciu kwoty uzyskanej ze sprzedaży złomu, na 528 tys. 660 zł.
Za przestępstwo z art. 296 par. 1 Kodeksu karnego, czyli wyrządzenie znacznej szkody majątkowej przez nadużycie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków, grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności. Oskarżeni nie przyznają się do zarzucanych czynów.
Stanowisko prezesa PŻB
Piotr Redmerski, kierujący spółką w latach 2016 do 2021, a od 2024 roku ponownie pełniący funkcję prezesa, odniósł się do sprawy. Ocenił, że postawiony mu zarzut to „szukanie kozła ofiarnego”. Zwrócił uwagę, że budowa promu w Szczecinie była w jego ocenie przedsięwzięciem o charakterze politycznym, a nie czysto biznesowym.
Redmerski przypomniał również okoliczności towarzyszące podpisaniu kontraktu z Gryfią. Jak relacjonował, w 2017 roku PŻB finalizowała równolegle zakup używanego promu, który później pływał na Bałtyku pod nazwą M/F Cracovia. Według jego relacji, resort odpowiedzialny wówczas za gospodarkę morską wstrzymywał zgodę na ten zakup, w zamian oczekując podpisania kontraktu ze stocznią Gryfia. Prezes PŻB dodał, że wielokrotnie domagał się od stoczni gwarancji dotyczących zdolności do wybudowania promu, a stocznia miała zapewniać o współpracy z kooperantami mającymi doświadczenie w budowie takich jednostek.
Żeby zrozumieć, dlaczego akurat ten kawałek stali stał się w Polsce symbolem, trzeba się cofnąć do czerwca 2017 roku. Na terenie Szczecińskiego Parku Przemysłowego, dawnej Stoczni Szczecińskiej, odbyła się uroczystość położenia stępki. Młotkiem walił w nią ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki. Obok stali minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk, wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński i prezes PŻB Piotr Redmerski. Zapowiadano nowoczesny prom Ro Pax, odbudowę polskiego przemysłu stoczniowego, powrót Polski na mapę budowy statków.
Promu nigdy nie zwodowano. Według raportu Najwyższej Izby Kontroli, na cały program budowy polskich promów od 2016 roku wydano 14 mln zł, a mimo to nie powstał nawet ostateczny projekt techniczny. Stępka trafiła ostatecznie na złom, wcześniej stając się internetowym memem i wygodnym skrótem myślowym dla każdego, kto chciał podsumować rządy PiS w gospodarce morskiej.
Ciekawe jest to, co dzieje się wokół sprawy teraz, równolegle do procesu sądowego. Politycy PiS, z Markiem Gróbarczykiem na czele, alarmują ostatnio o rzekomo katastrofalnej sytuacji finansowej PŻB, zwracając uwagę na opóźnienia w wypłatach wynagrodzeń. Gróbarczyk poszedł w komentarzach o krok dalej, twierdząc, że to obecny rząd rozpoczął proces likwidacji spółki.
Trudno o bardziej wymowny przykład odwróconej narracji. Człowiek, który jako minister nadzorował podpisanie kontraktu prowadzącego dziś do aktu oskarżenia i wielomilionowej szkody, przedstawia się teraz jako obrońca tej samej spółki przed rządzącymi. Nie pada żadne oficjalne stanowisko partii odnoszące się wprost do zarzutów wobec byłego zarządu PŻB. Jest za to seria pojedynczych wypowiedzi polityków, w których odpowiedzialność za stan spółki przesuwa się w stronę obecnej ekipy rządzącej, a temat stępki i kontraktu z Gryfią znika z pola widzenia.
Proces przed Sądem Okręgowym w Szczecinie ma dopiero pokazać, kto i w jakim stopniu odpowiada za utopione miliony. Oskarżonym grozi do pięciu lat więzienia.





