Są ludzie, którzy mówią o miłości do przyrody. I są tacy, którzy co tydzień wkładają butlę na plecy, schodzą pod lodowatą, ciemną taflę polskiego jeziora i własnymi rękami wyciągają z dna to, co inni tam bezmyślnie zostawili. Tomek – twórca znany w sieci jako Tomek TV – należy do tej drugiej, dużo rzadszej kategorii.
Sam mówi o sobie skromnie: płetwonurek i poszukiwacz skarbów, który nurkuje w polskich wodach i pokazuje wszystko to, co można w nich zobaczyć. A jest tego, jak sam podkreśla, naprawdę sporo. Ale ta skromna definicja nie oddaje nawet ułamka tego, co robi ten człowiek od pięciu lat, z uporem i determinacją, praktycznie bez rozgłosu porównywalnego z tym, na jaki zasługuje.

Praca, której nikt nie widzi – dopóki ktoś jej nie pokaże
Wyobraźcie sobie dno jeziora. Zimna, mętna woda, zerowa widoczność, ciężar sprzętu na plecach. Właśnie tam, w warunkach, w których większość z nas nie wytrzymałaby nawet kilku minut, Tomek spędza godziny – nie dla poklasku, ale po to, żeby wyciągnąć na powierzchnię kolejną porzuconą sieć widmo, w której bezsensownie dusiły się ryby, kolejną kłusowniczą pułapkę, kolejne opony i worki śmieci, które ktoś kiedyś bezmyślnie wrzucił do wody, uznając, że przecież i tak nikt tego nie zobaczy.
Podczas jednej z akcji na jeziorze Dąbie z dna wydobyto aż 77 opon i pięć worków śmieci. Kiedy indziej, tym razem we współpracy z Inspektoratem Rybołówstwa Morskiego w Szczecinie, udało się oczyścić cztery kolejne miejsca – z wody zniknęły dwa mierze i dwie zabójcze sieci widma, które potrafią latami łowić i zabijać, zanim ktokolwiek je zauważy. Trudno nie poczuć wzruszenia na myśl, ile istnień uratowała ta jedna, pozornie niewielka akcja.
To nie jest praca dla poklasku. To jest praca, którą ktoś musi wykonać – i on po prostu to robi. Od pięciu lat, konsekwentnie, nurkowanie po nurkowaniu, bez względu na pogodę, temperaturę wody czy to, czy ktokolwiek w ogóle to zobaczy.
Ale Tomek to nie tylko sprzątanie. To też niezwykły przewodnik po świecie, którego zdecydowana większość z nas nigdy nie zobaczy na własne oczy. Dzięki jego kamerze można zajrzeć pod powierzchnię jeziora Drawsko i innych polskich akwenów, zobaczyć zatopione przedmioty, ślady ludzkiej obecności sprzed dekad – czasem zabawne, czasem przygnębiające, zawsze fascynujące. Stalowe bębny od pralek leżące na dnie jezior, zapomniane meble, stare telewizory – każde jego nagranie to małe okno w podwodną historię, o której istnieniu większość z nas nawet nie pomyślała. To właśnie ta kombinacja: autentyczna pasja odkrywcy i twarda, fizyczna praca na rzecz środowiska – sprawia, że trudno nie czuć głębokiego szacunku wobec tego, co robi. W świecie internetu, w którym łatwo o płytką, chwilową sensację, Tomek buduje coś zupełnie innego: społeczność, która naprawdę troszczy się o polskie wody, bo widzi na własne oczy, co się w nich dzieje.

Dlaczego warto go wspierać?
Największą barierą, jaka stoi między Tomkiem a jeszcze większą skalą jego działań, są zwykłe pieniądze. Lepszy sprzęt – sonar boczny do skanowania dna, kamera podwodna do szybkiej weryfikacji znalezisk – oznaczałby więcej nurkowań, więcej sprzątniętych jezior i więcej pokazanych światu, ukrytych pod wodą historii. To rzadka okazja, by wesprzeć kogoś, kogo praca ma bezpośrednie, wymierne przełożenie na dobro przyrody – nie w formie deklaracji, ale w postaci realnie wyciągniętych z wody sieci, pułapek i śmieci.
Tomek nie szuka poklasku. Ale zasługuje na niego jak mało kto – jako człowiek, który zamiast tylko mówić o ochronie środowiska, dosłownie schodzi pod wodę, żeby to środowisko ratować własnymi rękami.
Tomka można wesprzeć tutaj: https://patronite.pl/TomekTV





