Burmistrz Barlinka Bernarda Lewandowska odpowiedziała na serię szczegółowych pytań dotyczących kryzysu w Szpitalu Barlinek Sp. z o.o. – mobbingu, obsady kadrowej na Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym, kwalifikacji osób powołanych na stanowiska kierownicze oraz sposobu, w jaki władze gminy jako organ nadzorczy reagowały na zgłaszane od miesięcy nieprawidłowości. Odpowiedzi, które otrzymaliśmy, są przy tym pouczającą lekturą – nie dlatego, że wszystko w nich wyjaśniają, ale dlatego, że pokazują wyraźnie, gdzie kończy się gotowość do konkretów, a zaczyna się seria pytań retorycznych odsyłających z powrotem do nadawcy.
Trzeba oddać burmistrz Lewandowskiej: część pytań doczekała się konkretnej odpowiedzi. Poinformowała, że o nieprawidłowościach na ZPO dowiedziała się 17 marca 2026 r., gdy przewodnicząca związków zawodowych osobiście dostarczyła jej pisemne zgłoszenie – i że jeszcze przed tą datą prezes zarządu szpitala miał już podejmować kroki w celu powołania Komisji Antymobbingowej. Zaprzeczyła też, jakoby w ciągu ostatnich dwóch lat szpital przegrał jakikolwiek proces sądowy – jak twierdzi, doszło jedynie do trzech ugód z pracownikami, bez podania jednak żadnych szczegółów co do ich przedmiotu czy wysokości ewentualnych wypłat. Wyjaśniła również, powołując się na przepisy, że obowiązek obsadzania stanowisk kierowniczych w drodze konkursu dotyczy podmiotów leczniczych niebędących przedsiębiorcami – a ponieważ szpital w Barlinku działa jako spółka z o.o., wymóg ten miałby jej zdaniem nie mieć zastosowania do obsadzenia stanowisk naczelnej pielęgniarki i kierownika oddziału.
Gdzie zaczynają się problemy?
Na wiele pytań odpowiedzi są jednak skonstruowane w sposób, który formalnie wygląda na odpowiedź, a w praktyce niczego nie wyjaśnia. Zapytana, czy zapoznała się z protokołem kontroli przeprowadzonej przez wojewódzkiego konsultanta ds. opieki długoterminowej i jakie wnioski z niego wyciągnęła, odpowiedziała, że tak, zapoznała się, i wyciągnęła „stosowne wnioski” – nie precyzując ani jednego z nich.
Podobnie wygląda odpowiedź na pytanie o to, dlaczego jedna pielęgniarka miała pod opieką pacjentów jednocześnie na trzech piętrach, w tym osoby wymagające stałego nadzoru – rurki, pompy insulinowe, PEG. Odpowiedź urywa się w połowie zdania: „Jeżeli jest to zgodne z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia…” – bez dokończenia myśli i bez odpowiedzi na pytanie, czy w tym konkretnym przypadku zgodne było.
Na pytanie o to, dlaczego prezes szpitala miał odmówić wpuszczenia kontrolera na kontrolę zleconą przez wojewodę, wymuszając interwencję administracji wojewódzkiej, burmistrz poprosiła o doprecyzowanie, o którą kontrolę chodzi, po czym przywołała przepisy Ordynacji podatkowej oraz ustawy o działalności gospodarczej, zgodnie z którymi w tym samym czasie może być prowadzona tylko jedna kontrola. Przywołanie akurat tych aktów prawnych w kontekście kontroli jakości opieki długoterminowej – dziedziny regulowanej zupełnie innymi przepisami – trudno uznać za odpowiedź merytoryczną.
W kilku miejscach burmistrz nie tyle odpowiada. Na pytanie o zarzuty mobbingu i gróźb zwolnień dyscyplinarnych na grupowym czacie odpowiedziała, że z udostępnionych jej zapisów czatu „nic takiego nie wynikało”. Na pytanie o to, dlaczego pracownicy zgłaszający nieprawidłowości anonimowo zostali w praktyce zdekonspirowani, a broniący pacjentów – odsuwani od pracy, zwalniani lub przenoszeni, odpowiedziała serią pytań: przez kogo zdekonspirowani, kto został odsunięty, kto zwolniony, żądając danych personalnych.
Sprzeczność, która rzuca się w oczy
Szczególnej uwagi wymaga zestawienie dwóch fragmentów tej samej korespondencji. Na pytanie, na jakiej podstawie osoba bez ukończonych studiów pielęgniarskich lub ratowniczych została powołana na stanowisko oddziałowego pełniącego samodzielne dyżury pielęgniarskie, burmistrz odpowiedziała krótko: „Nie została powołana żadna osoba na stanowisko oddziałowej/oddziałowego” – a więc zaprzeczyła, jakoby taka funkcja w ogóle była obsadzona.
Tymczasem w załączonym do tej samej odpowiedzi wniosku o udostępnienie informacji publicznej pojawia się prośba o ujawnienie wysokości wynagrodzeń wypłaconych za dyżury pełnione przez „pracownika pełniącego funkcję oddziałowego” od momentu jego zatrudnienia. Innymi słowy: w jednym miejscu odpowiedzi zaprzecza się istnieniu takiego stanowiska, a we wniosku o informację publiczną – przygotowanym w ramach tej samej korespondencji – zakłada się, że ktoś jednak taką funkcję faktycznie pełni, tylko nieformalnie. To rozbieżność, którą burmistrz powinna wyjaśnić wprost, zamiast pozostawiać ją czytelnikom do samodzielnej interpretacji.
Podobnie niejednoznacznie wypada odpowiedź w sprawie kwalifikacji osób powołanych na stanowiska kierownicze. Na pytanie o weryfikację dyplomów i uprawnień zawodowych przed powołaniem oddziałowego oraz koordynatorki, burmistrz odpowiedziała, że obie wskazane osoby „posiadają dyplom ukończenia studiów medycznych” – co nie jest tym samym, co potwierdzenie konkretnych uprawnień pielęgniarskich lub ratowniczych, o które pytano
W części dotyczącej pytań opartych na dokumentach wewnętrznych spółki burmistrz odesłała redakcję bezpośrednio do zarządu Szpitala Barlinek – w tym w sprawie ewentualnego konfliktu interesów przy planowaniu grafików i wysokości wynagrodzeń za dyżury. Zadeklarowała też, że rozważa możliwość zainicjowania niezależnego od prezesa audytu zarządzania kadrowego i medycznego na oddziale – nie podając przy tym żadnego terminu ani warunków takiej decyzji.
Złożyliśmy równolegle wniosek o udostępnienie informacji publicznej, obejmujący m.in. wyniki kontroli NFZ, Wojewody i Państwowej Inspekcji Pracy, skład komisji powołanej do zbadania zgłoszenia o mobbing i nepotyzm, protokół jej prac, a także potwierdzenie kwalifikacji zawodowych osób powołanych na kluczowe stanowiska. Tych dokumentów burmistrz Barlinka nam nie udostępniła.





