Letnie upały, zamiast cieszyć, stają się dla części mieszkańców Namyślina prawdziwym koszmarem. W gorące dni okna w domach usytuowanych w sąsiedztwie nowej oczyszczalni ścieków muszą pozostać szczelnie zamknięte, bo odór, który spowija okolicę, po prostu uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Dyskusja w „Czasie Reakcji”, która przetoczyła się na antenie Radia Szczecin, miała przynieść odpowiedzi i ustalić plan działania. Rozmowa wyciągnęła na światło dzienne kluczowe stanowiska mieszkańców i wójta Boleszkowic, jednak sama audycja nie rozwiała nawarstwionych wątpliwości. Co więcej, obnażyła gorzką prawdę: problem uciążliwości zapachowych znany jest od dawna, a miniony rok pokazał, że gmina nie podjęła skutecznych kroków, by ulżyć lokalnej społeczności.
Problem nie pojawił się przecież wczoraj. Jak wskazywał pan Krzysztof, reprezentujący poszkodowanych sąsiadów inwestycji, trudny do zniesienia odór towarzyszy im od wielu miesięcy, paraliżując codzienne życie i niszcząc spokój, dla którego osiedlili się w tej malowniczej części gminy Boleszkowice.
– Niestety uniemożliwiają nam swobodne korzystanie z naszych nieruchomości, szczególnie w okresie letnim, ciepłym, kiedy temperatura na zewnątrz jest dość wysoka – podkreślał rozgoryczony Krzysztof Bondarowicz, wskazując, że odór wyczuwalny jest niemal codziennie.
Co szczególnie wymowne, odosobnione od miejskiej wygody nieruchomości, które bezpośrednio cierpią z powodu sąsiedztwa wiejskiej infrastruktury, nawet nie są do owej oczyszczalni podłączone. Korzystają z własnych instalacji przydomowych, płacąc wysoką cenę za inwestycję służącą innym.

Stanowisko lokalnych władz wciąż opiera się na dystansowaniu się od skali problemu i mnożeniu deklaracji o doraźnych próbkach zaradczych. Wójt Marek Czepar próbował na antenie tonować nastroje, sugerując, że nieprzyjemny zapach to zjawisko epizodyczne.
– Ja kilkakrotnie byłem na oczyszczalni ścieków i bodajże dwa razy tylko wyczułem taki zapach. (…) Nie wykluczam, że taki zapach może się pojawiać czasowo, na przykład w wyniku kierunku wiatru – przekonywał włodarz, wyliczając zrealizowane i planowane zakupy filtrów węglowych czy uszczelnianie infrastruktury podziemnej.
Ta argumentacja trafia jednak w próżnię. Przez cały rok od zeszłego sezonu letniego gmina miała czas, by problem rozwiązać definitywnie, tymczasem sprowadzono go do poziomów doraźnych korekt i obietnic montażu kolejnych filtrów, których efektów wciąż nie widać. Oceny działań urzędników przez mieszkańców są surowe, lecz trudne do podważenia w zderzeniu z rzeczywistością.
– Gmina stara się, niestety nieudolnie, zapobiec tym zapachom. Nic to nie daje, nie ma skutku – komentował wprost Bondarowicz.
Wśród lokalnej społeczności pojawiają się też dyskusje na temat zasadności lokalizacji oczyszczalni – nawet, jeśli instalacja posiada wymagane prawem pozwolenia.
– Zasiadając codziennie do posiłków, mamy dosłownie przed samymi oczami obiekt, który nie jest fabryką czekolady – mówią mieszkańcy sołectwa.
Krytykę budzi jednak sam lokalizacyjny racjonalizm i styl komunikacji. Oczyszczalnię ulokowano w strefie obszaru chronionego krajobrazu, zaledwie kilkadziesiąt metrów od płotów domów jednorodzinnych. Brak ogólnej ustawy odorowej w Polsce nie usuwa odpowiedzialności lokalnych władz za zapewnienie mieszkańcom godnych warunków do życia. Skoro podjęto decyzję o budowie oczyszczalni w takim miejscu, gmina powinna od pierwszego dnia dysponować technologią w 100% hermetyczną, a nie testować cierpliwość ludzi kolejnymi generacjami filtrów. Dzisiaj mieszkańcy Namyślina zostają z tym samym pytaniem, z którym włączali odbiorniki: jak długo jeszcze lato w ich własnych domach będzie pachnieć bezradnością samorządu?





