piątek, 16 października, 2026
spot_img
spot_imgspot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

„Nie czujemy się gorsi”. Kamila Bratowska o służbie w OSP, trudnych akcjach i tym, czego potrzebują ochotnicy

Strażak ochotnik musi być gotowy na wezwanie niezależnie od tego, czym zajmuje się na co dzień. W jednostkach OSP spotykają się ludzie różnych zawodów, doświadczeń i umiejętności. Jedni pracują zawodowo w Państwowej Straży Pożarnej, inni są ratownikami medycznymi, jeszcze inni na co dzień wykonują zupełnie inne profesje. Kiedy przychodzi wezwanie, te różne doświadczenia tworzą jeden zespół, który często jako pierwszy pojawia się na miejscu zdarzenia.

Kamila Bratowska jest żołnierzem zawodowym, ratownikiem medycznym i jednocześnie działa w Ochotniczej Straży Pożarnej. Jak sama mówi, wiedzę i doświadczenie zdobywane w pracy może wykorzystywać również podczas akcji OSP, a także przekazywać je innym druhom podczas szkoleń z pierwszej pomocy. W rozmowie opowiada o rosnącej liczbie kobiet w straży, trudnych zdarzeniach, które pozostają w pamięci, potrzebie wsparcia psychologicznego dla ochotników, szkoleniach oraz wyposażeniu jednostek. Rozmawiamy także o współpracy OSP z samorządami i o tym, z jakimi problemami mierzą się ochotnicy.

 

Jeździsz do akcji ze strażakami, często do zdarzeń, które wymagają także siły, stereotypowo kojarzonej z mężczyznami. Tymczasem strażaczek i kobiet działających w OSP jest coraz więcej.

– Jest nas, kobiet, coraz więcej. Jeśli chodzi o mnie, patrzę na to przede wszystkim pod kątem tego, że mogę komuś pomóc, a moje umiejętności mogą się przydać. Jestem ratownikiem medycznym i cieszę się, że mogę wykorzystywać tę wiedzę nie tylko w swojej służbie wojskowej i pogotowiu ratunkowym, ale także tutaj w OSP, pomagając lokalnej społeczności. Niestety, zdarzeń jest czasami sporo. Zdarza się, że kiedy w Szczecinie nie ma wolnego zespołu ratownictwa medycznego, jesteśmy jako strażacy wysyłani na miejsce jako pierwsi.

Często się tak zdarza, że wszystkie karetki są na wyjazdach i nagle strażacy muszą przejąć część zadań związanych z udzieleniem pomocy medycznej?

– Coraz częściej. Dawniej takie wyjazdy były sporadyczne, jednak obecnie tzw. izolowanych zdarzeń ratownictwa medycznego jest coraz więcej. Aby sprostać tym wyzwaniom, regularnie prowadzimy szkolenia z zakresu pierwszej pomocy Dzięki temu nasi druhowie są stale gotowi do akcji gdy wszystkie ZRM są zajęte – a w takich momentach opanowanie i szybka reakcja decydują o ludzkim życiu.

Jeździcie do bardzo różnych zdarzeń. Czasami jest to niewielki pożar nieużytków, ale są też sytuacje, które zostają gdzieś w głowie na długo. Jak sobie z tym radzicie?

-Każde zdarzenie przeżywamy na swój sposób, ale musimy się po nim otrząsnąć i działać dalej. Gdybyśmy cały czas o tym myśleli, nie bylibyśmy w stanie pojechać do następnej akcji. Po prostu jedziemy i robimy swoje. Cieszymy się, że możemy pomóc.

Miałaś kiedyś taką sytuację, w której uznałaś, że potrzebujesz pomocy terapeuty, żeby przepracować konkretne zdarzenie? Ratownicy medyczni czy strażacy trafiają przecież również do wypadków z udziałem małych dzieci. Takie sytuacje mogą szczególnie mocno zostać w pamięci.

– Niestety… to prawda, że te zdarzenia z udziałem małych dzieci na długo zostają w pamięci. Póki co jakoś sobie z tym radzę, choć nie wykluczam, że kiedyś może się zdarzyć, że będę potrzebowała skorzystać z pomocy psychologa – nigdy nie wiemy do jakiej akcji pojedziemy i co zastaniemy na miejscu. Staramy się też między sobą dużo rozmawiać. Po każdej akcji siadamy i analizujemy sytuację. Zastanawiamy się, czy zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, czy mogliśmy zrobić coś więcej. Takie rozmowy między sobą bardzo nam pomagają.

W przypadku ratowników medycznych, policjantów czy funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej istnieją określone struktury, w ramach których można szukać pomocy psychologicznej. A jak wygląda to w przypadku strażaków OSP?

– Szczerze mówiąc, nie znam szczegółów. Pewnie jakiś dostęp jest, ale…

… nie jest szczególnie promowany.

-Nie. Rzeczywiście o tym się nie mówi, ale przypuszczam, że gdyby taką potrzebę wsparcia psychologicznego zasygnalizować w komendzie powiatowej PSP, czy w wojewódzkim garnizonie, to takie wsparcie strażak ochotnik by dostał.

Nie mówi się o tym wiele, a tymczasem to właśnie ochotnicy w mniejszych miejscowościach często są pierwszymi osobami, które docierają na miejsce zdarzenia. I docierają do miejsc, gdzie stało się coś naprawdę strasznego.

– Tak jest… zanim przyjedzie Państwowa Straż Pożarna czy inne służby, często jesteśmy pierwsi na miejscu. I bywa, że widzimy coś, czego wolelibyśmy nie widzieć.

Co musiałoby się zmienić, żeby strażacy ochotnicy mogli być jeszcze lepiej przygotowani do swojej służby?

– My nie czujemy się gorsi. Wiemy, a nawet jesteśmy pewni, że mamy dobre umiejętności i jesteśmy dobrze wyszkoleni. Cały czas utrwalamy swoją wiedzę i ćwiczymy. Spotykamy się cyklicznie, mniej więcej co dwa tygodnie w remizie. Przypominamy sobie obsługę sprzętu, ponieważ nie każdy sprzęt jest często używany. Spotykamy się właśnie po to, żeby nie zapominać, jak z niego korzystać.

W OSP działają ludzie wykonujący bardzo różne zawody. Każdy przynosi ze sobą inne doświadczenia.

– I dzielimy się tymi doświadczeniami. Ja jestem ratownikiem medycznym, więc dzielę się wiedzą związaną z pierwszą pomocą. Chłopaki, którzy pracują w Państwowej Straży Pożarnej, dzielą się swoim doświadczeniem zawodowym. Inni są mechanikami, kierowcami, ktoś jest rolnikiem, są nawet prawnicy. Nawzajem staramy się uzupełniać. To bardzo wartościowe.

Powiedziałaś, że nie czujecie się gorsi i macie dobre umiejętności. Jednostki OSP często, poza umiejętnościami swoich druhów, są także coraz lepiej wyposażone. Mam jednak wrażenie, że jeśli chodzi o dostęp do technologii czy nowoczesnego sprzętu, małe strażnice i remizy wciąż pozostają nieco z tyłu w porównaniu z Państwową Strażą Pożarną.

– Tak, to na pewno. Cały czas jednak staramy się to poprawiać. Pozyskujemy dofinansowania z różnych źródeł. Dzięki temu możemy kupować nowszy sprzęt, nowe ubrania ochronne. Staramy się dociągnąć do standardów, jakie ma Państwowa Straż Pożarna.

Jesteście jednak w dużej mierze uzależnieni od wsparcia lokalnych samorządów. To dotyczy wszystkich jednostek OSP w całej Polsce.

– O naszych problemach, OSP w Smolecinie, można poczytać na naszym fanpage’u na Facebooku, ale takie sytuacje dzieją się w całej Polsce. OSP mają problemy we współpracy z lokalnymi samorządami. Nie wiem, dlaczego tak jest. Zamiast wspierać swoje lokalne jednostki, samorządy czasami unikają rozmów lub ich w ogóle nie prowadzą. Przykładów są setki w  całym kraju, a z drugiej strony są osoby poszkodowane, których nie interesuje polityka – ani duża, ani mała – ci ludzie, będąc w potrzebie, oczekują pomocy. Pomocy ze strony ratowników z OSP.

System ratownictwa powinien być spójny, a niekiedy parząc na to z zewnątrz, można odnieść wrażenie, że czasami jego działanie zależy od lokalnych relacji, od tego, kto z kim dobrze współpracuje, a kto nie.

– Najbardziej widać to wtedy, kiedy siedzi się w tym środowisku. Jeden przeczyta komentarz, drugi przeczyta komentarz i pojawia się przekonanie: „Dobra, kłócą się, zawsze będzie im mało”. To jednak nie do końca tak wygląda, kiedy jest się remizie i tu coś się robi. Wtedy widać, jak ciągle zderzamy się ze ścianą i próbujemy ją pokonać.

 

Popularne Artykuły