To miał być jego czas. Nitras już szykował się do objęcia fotela szefa Kancelarii Prezydenta. Tymczasem to Zbigniew Bogucki, a nie on, dziś wchodzi do Pałacu Prezydenckiego z nominacją od Karola Nawrockiego. Dwa nazwiska ze Szczecina, dwa zupełnie różne polityczne temperamenty i jeden fotel, który miał być symbolem zwycięstwa całej formacji. Ale zwycięstwa nie było. Choć exit poll dawał Rafałowi Trzaskowskiemu przewagę – 50,3 do 49,7 proc. – rzeczywistość brutalnie zweryfikowała sondażowe nadzieje Platformy Obywatelskiej.
Przez chwilę wydawało się, że Platforma Obywatelska sięgnie po pełnię władzy. Exit poll opublikowany tuż po zamknięciu lokali wyborczych dawał Rafałowi Trzaskowskiemu wygraną w drugiej turze z wynikiem 50,3 proc. głosów, przy 49,7 proc. dla Karola Nawrockiego. Frekwencja? Rekordowe 72,8 proc. – wszystko wskazywało na to, że to właśnie kandydat liberalnego centrum obejmie urząd prezydenta RP.
Tymczasem, w nocy z niedzieli na poniedziałek, zaczęły spływać wyniki z komisji wyborczych i nastroje w sztabie Trzaskowskiego diametralnie się zmieniły. Okazało się, że exit poll nie oddaje w pełni rzeczywistości – ostatecznie zwyciężył Karol Nawrocki, kandydat prawicy. Minimalnie, ale skutecznie. Wystarczająco, by przejąć Pałac Prezydencki.
Dziś wiemy już, że szefem Kancelarii Prezydenta zostanie Zbigniew Bogucki, polityk z Pomorza Zachodniego i jeden z najbliższych współpracowników Nawrockiego. To on będzie miał wpływ na kształt nowej prezydenckiej administracji. Ale mogło być zupełnie inaczej.
Kiedy przegrał kandydat liberałów? W sztabie Trzaskowskiego nie tylko wierzono w zwycięstwo – ono było właściwie przesądzone. Według naszych źródeł, już przed wyborami zaczęto dzielić stanowiska w kancelarii. Mówiło się, że szefem prezydenckiej kancelarii ma zostać Sławomir Nitras, obecny minister sportu. W gabinecie prezydenta, według doniesień z samej partii, miałby się też znaleźć inny polityk z regionu – Patryk Jaskulski, który aktywnie wspierał kampanię Trzaskowskiego i sympatyzuje z Nitrasem. Do tego kilka innych osób ze Szczecina była już niemal pewna pracy w pałacu prezydenckim.
Ale właśnie sama kampania – prowadzona przez Nitrasa – budzi dziś coraz więcej pytań i kontrowersji. Choć był bliskim współpracownikiem Trzaskowskiego i znanym politykiem, jego strategia została przez wielu uznana za nijaką i oderwaną od realnych emocji społecznych. Niektórzy komentatorzy zauważają złośliwie, że Nitras nie potrafił nawet wejść do drugiej tury wyborów prezydenckich w rodzinnym Szczecinie, a mimo to miał odpowiadać za ogólnopolską kampanię i przygotowywać się do objęcia kluczowego urzędu w kancelarii – to nie mogło się udać.
Efekt? W starciu dwóch polityków ze Szczecina – Boguckiego i Nitrasa – to ten pierwszy rozdaje dziś karty w Pałacu Prezydenckim. Nitras, który jeszcze niedawno był typowany na jednego z najpotężniejszych ludzi u boku Trzaskowskiego, może niebawem stracić stanowisko ministra sportu, jeśli w PO ruszy rozliczenie za przegraną kampanię. A ruszy na pewno.
Tymczasem Karol Nawrocki ogłasza skład kancelarii i deklaruje współpracę z każdym, „kto kocha Polskę”. Na jego tle Platforma wygląda na zaskoczoną, zdezorientowaną i wewnętrznie skłóconą. Jedna noc wystarczyła, by rozpadł się polityczny sen o prezydenturze. Pozostaje pytanie: co by było, gdyby exit poll się sprawdził? Czy dziś rzeczywiście rozmawialibyśmy o prezydencie Trzaskowskim i ministrze Nitrasa w roli szarej eminencji w Pałacu?
Tego się już nie dowiemy. Ale jedno jest pewne: polityka nie znosi próżni ani zbyt wczesnej pewności siebie.





