5 sierpnia 2026 r. na działce nr 240 w Namyślinie, w gminie Boleszkowice, doszło do zdarzenia, które trudno nazwać inaczej niż nietypowym: ekipa zaczęła montować konstrukcję pod naziemną instalację fotowoltaiczną, a kilka godzin później – po tym, jak mieszkaniec zapytał wykonawcy, co tu się buduje, przyjechała sekretarz gminy. Wobec mieszkańców, według świadków, była opryskliwa, a chwilę po jej odjeździe wykonawca prac zaczął postawioną konstrukcję rozbierać. Całość zarejestrował monitoring i opisali świadkowie zdarzenia, którzy byli obecni na miejscu.
Informacje o tajemniczej inwestycji gminy Boleszkowice zbieramy od kilkunastu dni. Obraz, który się wylania, pokazuje przedziwną sytuację, której sposób realizacji zaczyna budzić coraz większe wątpliwości. Co dokładnie się wydarzyło w Namyślinie?
Rano na teren działki wjechał bus oznakowany jako pojazd firmy zajmującej się instalacjami fotowoltaicznymi. Pół godziny później dwóch mężczyzn zaczęło wbijać w grunt słupy pod konstrukcję paneli. Gdy świadek zapytał ich o podstawę prowadzenia prac akurat na tej działce, usłyszał, że są podwykonawcami firmy, która zleciła im montaż właśnie w tym miejscu. Po tym, jak świadek zwrócił uwagę, że działka nr 240 nie jest – według publicznie dostępnych informacji gminy – objęta żadną znaną mu inwestycją, jeden z monterów zadzwonił do kogoś ze skargą.
Około godziny 11:30 na działkę wjechał gminny bus z dwoma pracownikami fizycznymi, a dziesięć minut później na miejscu stawiła się sekretarz gminy Anna Sobczyńska wraz z inną pracownicą urzędu. Według relacji świadków, sekretarz nie wyjaśniła, na jakiej podstawie prowadzone są prace, a na pytanie o podstawę prawną budowy na gruncie gminnym miała odpowiedzieć, że skoro to ziemia gminy, to gmina może na niej robić, co chce.
Dalszy przebieg dnia jest jeszcze bardziej interesujący. Sekretarz odjechała około godziny 12:08, a kilka minut później – po tym, jak jeden z monterów odebrał telefon – ekipa zaczęła rozbierać dopiero co zamontowane słupy. W demontażu i sprzątaniu terenu pomagali też gminni pracownicy, którzy przyjechali wcześniej. Część elementów konstrukcji trafiła na sąsiednią działkę, na której już wcześniej stoi instalacja fotowoltaiczna oraz gminna oczyszczalnia ścieków. Przed godziną 13:10 wykonawca robót opuścił gminną działkę.
Co na to urzędy?
Według naszych ustaleń, dla działki nr 239 istnieje decyzja o ustaleniu lokalizacji inwestycji celu publicznego – dotyczy ona budowy oczyszczalni ścieków, która już tam funkcjonuje. Na sąsiedniej działce (wspominana działka nr 240) ma powstać instalacja fotowoltaiczna o mocy do 25 kWp, gmina w korespondencji z mieszkańcem Namyślina zaznaczyła, że tego typu inwestycja nie wymaga decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Realizację prac – jak podano w odpowiedzi – prowadzi wykonawca wyłoniony w przetargu, na podstawie zawartej umowy oraz aneksu do niej.
Inaczej wygląda sprawa formalności budowlanych. Starostwo Powiatowe w Myśliborzu poinformowało nas, że dla działek nr 239 i 240 w Namyślinie nie wydano żadnej decyzji o pozwoleniu na budowę instalacji fotowoltaicznej ani ogrodzenia, i że nie przyjęto też zgłoszenia takich robót budowlanych. Co więcej, na dzień udzielenia odpowiedzi starostwo nie prowadziło i nie wszczęło żadnego postępowania administracyjnego w tej sprawie. Starostwo zaznaczyło również, że sprawami dotyczącymi ewentualnej samowoli budowlanej i kontroli w terenie zajmuje się Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Myśliborzu, a nie sam starosta.
Czy to była legalna budowa?
Odpowiedź nie jest jednoznaczna, bo w polskim prawie budowlanym naziemne instalacje fotowoltaiczne o mocy nieprzekraczającej 150 kW są w wielu przypadkach zwolnione zarówno z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę, jak i ze zgłoszenia robót budowlanych. Skoro planowana instalacja miała mieć moc do 25 kWp, sam brak pozwolenia czy zgłoszenia w rejestrach starostwa niekoniecznie oznacza, że doszło do samowoli budowlanej w rozumieniu prawa budowlanego – możliwe, że dla tej wielkości instalacji żadna z tych formalności po prostu nie była wymagana.
To jednak nie wyczerpuje pytań, jakie rodzi to zdarzenie. Nieporuszoną kwestią pozostaje to, na jakiej podstawie prawnej wykonawca w ogóle rozpoczął prace fizycznie na terenie. Na stronie BIP-u gminy nie znaleźliśmy żadnej umowy na wykonawstwo tej inwestycji. Ile za to zapłacono i komu? I na jakiej podstawie? Dlaczego prace przerwano a konstrukcje zdemontowano po interwencji mieszkańca i po tym, jak na miejscu pojawiła się sekretarz gminy. Otwarte pozostaje też pytanie o samą wypowiedź przypisywaną sekretarz gminy, sugerującą, że własność gruntu przez gminę uprawnia do dowolnego z niego korzystania – tego rodzaju stanowisko nie do końca odpowiada zasadom gospodarowania mieniem publicznym, które również powinno odbywać się w oparciu o określone procedury i dokumentację, niezależnie od tego, czy konkretna inwestycja wymaga pozwolenia budowlanego.
Sama okoliczność, że konstrukcję zamontowano, a potem w ciągu tego samego dnia rozebrano – bez wyjaśnienia przyczyn – pozostaje niewyjaśniona i, jak dotąd, nieskomentowana wprost przez gminę w kontekście samego przebiegu tego konkretnego dnia. Odpowiedzi urzędu odnoszą się do stanu formalnego inwestycji na razie nie dostaliśmy.
Kolejne pytania bez odpowiedzi
Chcąc wyjaśnić okoliczności całej sprawy, nasza redakcja wystąpiła do gminy Boleszkowice z kolejnym, bardziej szczegółowym wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej. Zapytaliśmy między innymi o dane kierownika robót lub kierownika budowy wyznaczonego do prowadzenia prac na tej inwestycji, o udostępnienie elektronicznej kopii aktualnych wpisów w dzienniku budowy dotyczących działki nr 240, a także o dokładny numer i nazwę postępowania przetargowego, w ramach którego wyłoniono wykonawcę, wraz z kopią protokołu z tego postępowania, ogłoszeniem wyników i wskazaniem najkorzystniejszej oferty. Poprosiliśmy również o dokumenty potwierdzające wyłonienie i ustanowienie inspektora nadzoru inwestorskiego dla tej budowy, wraz z jego imieniem i nazwiskiem lub nazwą podmiotu, oraz o wskazanie aktualnego statusu prawnego prowadzonej budowy – w tym numeru i daty ewentualnego pozwolenia na budowę lub dokonanego zgłoszenia robót.
We wniosku wyraźnie podkreśliliśmy, że skoro inwestycja jest w toku, dokumentacja powinna zostać nam udostępniona niezwłocznie – tak jak stanowi prawo z Ustawy o dostępie do informacji publicznej. Chcieliśmy zweryfikować przebieg prac na bieżąco, a nie po fakcie. Mimo to, jak dotąd, gmina Boleszkowice nie udzieliła nam odpowiedzi na żadne z tych pytań, nie udostępniła również dokumentów, o jakie wnosiliśmy.
Brak jawności w tej sprawie budzi uzasadnione podejrzenia. Jeśli inwestycja jest realizowana legalnie, na podstawie umowy z wyłonionym w przetargu wykonawcą, to nic nie powinno stać na przeszkodzie, by gmina bez zwłoki przedstawiła dokumentację potwierdzającą ten stan rzeczy: kto kieruje robotami, kto sprawuje nad nimi nadzór inwestorski i w jakim trybie wybrano wykonawcę. Milczenie urzędu w tej sprawie, zestawione z opisanym wyżej przebiegiem zdarzeń z 5 sierpnia – czyli nagłym przerwaniem i demontażem prac zaraz po interwencji mieszkańca – nie rozwiewa wątpliwości, a wręcz je pogłębia.





