niedziela, 16 sierpnia, 2026
spot_img
spot_imgspot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Prezes szpitala w Barlinku nagrany na kłamstwie. Burmistrz obala jego argument dwoma słowami

Prezes Szpitala Barlinek Łukasz Dombek opublikował oświadczenie, w którym tłumaczy się z serii kryzysów w placówce i przy okazji atakuje krytykujących go dziennikarzy oraz byłych pracowników. Jest jednak problem: kluczowy argument, na którym prezes buduje swoją obronę, obalają słowa burmistrz Barlinka, Bernardy Lewandowskiej. Wynika z nich wprost, że Dombek publicznie powiedział coś, co nie jest prawdą.

W tle śledztwa prokuratorskie i kontrole, które pokazują ogromną skalę nieprawidłowości, mogących mieć wpływ na bezpieczeństwo pacjentów. I nagle pojawia się prezes, w oświadczeniu Łukasz Dombek tłumaczy krytyczne artykuły na swój temat w ten sposób: dziennikarz Rafał Remont, jak twierdzi prezes, „nie dostając zgody na finansowanie swoich portali internetowych od lokalnego samorządu”, miał w akcie zemsty napisać serię tekstów wymierzonych najpierw w niego, a potem w cały szpital. To poważny zarzut, sugerujący, że krytyczne dziennikarstwo wobec prezesa to w rzeczywistości odwet za odmowę finansowania.

Po publikacji tego żenującego oświadczenia zadzwoniliśmy do Bernardy Lewandowskiej i zapytaliśmy wprost: czy kiedykolwiek zwracaliśmy się do urzędu jako wydawca, czy też personalnie jako Rafał Remont, o jakiekolwiek pieniądze. Odpowiedź burmistrz jest natychmiastowa i jednoznaczna:

„Nie, nie”.

Gdy doprecyzowujemy pytanie i wskazujemy, że chodzi dokładnie o zarzut, jaki postawił mu prezes Dombek, w oświadczeniu, burmistrz powtarza jeszcze dobitniej:

„Na pewno nie”.

Innymi słowy: człowiek, który jako pierwszy powinien wiedzieć, czy do jego urzędu wpłynął jakikolwiek wniosek o finansowanie od tego konkretnego wydawcy, dwukrotnie i bez wahania temu zaprzecza. Zarzut, na którym Dombek oparł całą narrację o rzekomej zemście dziennikarza, po prostu nie ma pokrycia w faktach.

Co jeszcze nie trzyma się kupy w oświadczeniu prezesa?

Poza tym centralnym kłamstwem, samo oświadczenie samo sobie zaprzecza w kilku miejscach.

Kpina z własnych pracowników, którym nikt nie udowodnił kłamstwa. Trzynaście pielęgniarek i opiekunek medycznych złożyło formalną skargę na mobbing. Komisja antymobbingowa i Państwowa Inspekcja Pracy nie potwierdziły mobbingu, to fakt, który Dombek chętnie przytacza. Ale zamiast po prostu to zakomunikować, prezes szpitala publicznie kpi z własnych podwładnych, sugerując, że skarżyły się tylko dlatego, że „w końcu musiały zacząć pracować przy pacjencie”, i przywołując anegdotę o zakładaniu pacjentom kilku pieluch na noc, żeby spokojnie przespać dyżur. Prezes publicznej placówki medycznej, wyśmiewający grupę własnych pracownic służby zdrowia w oficjalnym oświadczeniu, sam sobie robi gorszą robotę wizerunkową, niż zrobiliby to najzagorzalsi krytycy.

Kara, która przeczy zapewnieniom o dobrej kondycji finansowej. Dombek przyznaje, że NFZ nałożył na szpital karę w wysokości 220 tysięcy złotych w związku z brakami kadrowymi wywołanymi falą zbiorowych zwolnień lekarskich. Przyznaje też, że jest w trakcie negocjacji z NFZ, żeby rozłożyć tę karę na raty. To znaczy, że szpitala nie stać na jednorazową zapłatę własnej kary. Kilka zdań dalej ten sam prezes zapewnia, że „sytuacja finansowa sukcesywnie ulega poprawie”. Te dwa zdania w jednym oświadczeniu nie bardzo się ze sobą zgadzają. I dodaje absurdalne stwierdzenie, że „jakoś to odrobimy”. UWAGA: Prezes szpitala kończy swoje wyjaśnienia stwierdzeniem: „jakoś to odrobimy”. Trudno o bardziej niefortunne sformułowanie w odniesieniu do ponad 220 tysięcy złotych publicznych pieniędzy. Takie kwoty nie są stratą, którą można po prostu „odrobić”, jak nadgodziny czy dzień pracy w gospodarstwie na wykopkach. W finansach publicznych obowiązują zasady gospodarności, celowości i odpowiedzialności za każdą wydaną złotówkę. Kara nałożona przez NFZ oznacza realne uszczuplenie budżetu szpitala, a więc środków przeznaczonych na leczenie pacjentów. Zadaniem prezesa nie jest uspokajanie opinii publicznej potocznymi hasłami, lecz wyjaśnienie, dlaczego doszło do sytuacji skutkującej tak wysoką sankcją oraz kto ponosi za nią odpowiedzialność. Słowa o tym, że „jakoś to odrobimy”, sprawiają wrażenie bagatelizowania problemu, który w jednostce utrzymywanej z publicznych pieniędzy nigdy nie powinien być traktowany z taką lekkością.

Co ważne: obwinianie poprzedników za coś, co nie jest jego obroną. Prezes przypomina, że zanim objął stanowisko, lekarze oddziału wewnętrznego zawieszali pracę oddziału z powodu sporów urlopowych, co kosztowało szpital 353 330,08 zł w 2022 roku i 512 321,37 zł w 2023 roku. To fakty historyczne, które nie mają żadnego związku z obecnym kryzysem kadrowym w zakładzie pielęgnacyjno-opiekuńczym. Ich jedyną funkcją w oświadczeniu jest odwrócenie uwagi: skoro przed nim było też źle, to obecny kryzys wypada rzekomo łagodniej. To nie jest argument obronny, to prymitywna zasłona dymna.

Sprzeczność w stosunku do krytyki. Prezes deklaruje, że każdy, kto ma zastrzeżenia do jakości klinicznej czy sprzętu, ma pełne prawo zgłosić się do prokuratury, która skieruje sprawę do sądu, bo „to jest norma w całej Polsce”. W tym samym oświadczeniu zapowiada jednak wojnę z „hejterami i pseudoredaktorami”, zgłoszenie sprawy do Centralnego Biura Antykorupcyjnego w celu sprawdzenia finansowania portalu dziennikarza, oraz pozew o odszkodowanie za spadek przychodów szpitala. Innymi słowy – zapowiada typowy dla polityków SLAPP. I co ważne: dla pacjentów i mieszkańców właściwą drogą ma być prokuratura i sąd, a dla dziennikarza, który zadaje pytania, przewidziano CBA, pozew cywilny i groźby. To nie jest spójna postawa wobec krytyki, to podwójny standard.

Czego boi się prezes?

Pod oświadczeniem opublikowanym na Facebooku zablokowano możliwość dodawania komentarzy. Człowiek, który w tym samym tekście wzywa do transparentności i ujawniania własnych wyroków sądowych, który deklaruje wojnę z hejterami w imię jakoby otwartej debaty, jednocześnie dba o to, żeby pod jego własnymi słowami nikt nie mógł napisać ani jednego zdania. Trudno o bardziej wymowny gest. Jeśli argumenty przedstawione w oświadczeniu są tak solidne, jak sugeruje ich autor, blokowanie komentarzy nie powinno być potrzebne. Skoro jednak komentarze są zablokowane, nasuwa się proste pytanie: czego dokładnie boi się prezes szpitala w Barlinku, skoro wystarczyłby jeden telefon do urzędu miasta, żeby sprawdzić, czy jego własny argument w ogóle się broni? Jak pokazuje nagranie tej rozmowy, nie broni się wcale.

Popularne Artykuły