W poniedziałek, 14 września 2026 roku, na plaży w Rusinowie koło Jarosławca – niespełna godzinę jazdy od Kołobrzegu – żołnierze Marynarki Wojennej natrafili na bezzałogowy statek powietrzny wyłowiony z Bałtyku. Wstępne oględziny wskazują, że to rosyjski dron typu Gerbera. Sprawa szybko trafiła na szczyt agendy rządowej, a wątpliwości wokół trasy jego lotu wciąż nie zostały jednoznacznie wyjaśnione.
Drona zauważyła załoga motorówki hydrograficznej Marynarki Wojennej podczas rutynowego rejsu wzdłuż wybrzeża. Maszynę wyciągnięto na brzeg i natychmiast zabezpieczono – na miejscu pracowały żandarmeria wojskowa, policja i saperzy, sprawdzający, czy urządzenie nie przenosi ładunku wybuchowego. Informację o zdarzeniu jako pierwszy przekazał w mediach społecznościowych minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz, pisząc, że wstępne ustalenia wskazują na rosyjskie pochodzenie bezzałogowca.
Warto odnotować, że doniesienia medialne różnią się co do tego, kto właściwie pierwszy zauważył drona. RMF FM, powołując się na Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, podaje, że to marynarze z motorówki hydrograficznej dostrzegli obiekt i go wyłowili. Interia z kolei, cytując reportera Polsat News, przekazała informację od służb, że drona zgłosił przypadkowy przechodzień. Obie wersje nie muszą się wzajemnie wykluczać – możliwe, że ktoś zauważył go najpierw na plaży i zaalarmował służby, a dopiero wyłowieniem z wody zajęła się Marynarka Wojenna – ale żadne z dostępnych źródeł nie precyzuje tej sekwencji jednoznacznie.
Gerbera to stosunkowo tani, drewniano-piankowy dron, wzorowany konstrukcyjnie na irańskim Shahedzie. Rosjanie używają go głównie jako wabika, który ma przeciążać systemy obrony powietrznej, choć część wersji może przenosić niewielki ładunek wybuchowy lub służyć do rozpoznania. Standardowy zasięg tej konstrukcji to około 600 kilometrów, ale zmodyfikowane egzemplarze – z powiększonymi zbiornikami paliwa – mogą teoretycznie pokonać nawet do 2 tysięcy kilometrów.
Trzy hipotezy, jedna niewiadoma
To właśnie ten zasięg sprawia, że pytanie, skąd naprawdę wziął się dron pod Jarosławcem, wcale nie ma oczywistej odpowiedzi.
Oficjalne stanowisko wojska, przedstawione przez rzecznika Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych, jest ostrożne: system obrony powietrznej nie zarejestrował żadnego naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej od końca lipca, więc najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest to, że uszkodzony lub pozbawiony łączności dron po prostu dryfował po powierzchni morza z wód międzynarodowych, aż prąd i wiatr przybiły go do polskiego brzegu. To scenariusz najmniej groźny – oznaczałby awarię sprzętu podczas rosyjskich manewrów nad Bałtykiem, a nie celowe wysłanie drona w stronę Polski.
Druga hipoteza zakłada, że maszyna rzeczywiście przeleciała nad Bałtykiem – wystrzelona znad rosyjskiego wybrzeża lub z obwodu kaliningradzkiego – i rozbiła się bądź wodowała już w drodze, zanim fale wyniosły ją na plażę. Przy zmodyfikowanym zbiorniku paliwa dystans z Kaliningradu do zachodniopomorskiego wybrzeża mieści się bez trudu w zasięgu takiej konstrukcji.
Trzecia, najbardziej niepokojąca możliwość, to przelot drona przez całe terytorium Polski – od strony wschodniej granicy, ewentualnie znad Białorusi – aż nad Bałtyk, gdzie dopiero runął do wody. Taki scenariusz nie jest czysto teoretyczny: w nocy z 9 na 10 września 2025 roku drony tego samego typu Gerbera rzeczywiście naruszyły polską przestrzeń powietrzną, wlatując z kierunku wschodniego. Gdyby okazało się, że tegoroczny dron pokonał podobną trasę, oznaczałoby to, że przeleciał nad Polską praktycznie niezauważony aż do wybrzeża – co byłoby poważną luką w systemie wykrywania.
Wojsko na razie skłania się ku najbardziej „spokojnej” wersji – dryfowi po wodzie – i podkreśla, że nie ma na razie dowodów na naruszenie przestrzeni powietrznej. Ale nawet ten scenariusz nie jest powodem do spokoju: oznacza, że rosyjski sprzęt wojskowy, używany na co dzień w wojnie z Ukrainą, znajduje się – z takich czy innych powodów – w bezpośrednim sąsiedztwie polskiego wybrzeża, i to już nie po raz pierwszy w ostatnim roku. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk ocenił wprost, że pod względem działań hybrydowych i rozpoznawczych Polska jest dziś celem numer jeden.
Ostateczną odpowiedź na pytanie, jaką trasę pokonał dron znaleziony w Rusinowie, ma dać szczegółowa analiza techniczna wraku – w tym badanie ewentualnych śladów paliwa, uszkodzeń i pozostałości systemu nawigacji. Do czasu jej zakończenia wszystkie trzy scenariusze pozostają otwarte.





