piątek, 16 października, 2026
spot_img
spot_imgspot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Winda runęła w szpitalu. Pracownica uderzyła głową o ściankę kabiny. Prezes milczy, kiedy pytamy, kto ją ostatni raz serwisował

27 sierpnia 2026 roku, godziny popołudniowe, Szpital Barlinek. Pracownica placówki wsiada do windy, drzwi się zamykają, kabina rusza w górę – i nagle uderza w górny ogranicznik dźwigu. Zamiast zatrzymać się na drugim piętrze, winda nagle opada w dół, poza właściwe miejsce postoju. Pasażerka wpada na ściankę kabiny. Ból nogi. Ból kręgosłupa. Zamknięta w metalowej klatce, nie może sama otworzyć drzwi.

Na miejsce zostaje wysłany zastęp straży pożarnej z Barlinka. Strażacy siłą, ręcznie, otwierają drzwi uszkodzonej windy i wyciągają poszkodowaną z kabiny. Kobieta jest przytomna, ale wymaga natychmiastowej pomocy – w asekuracji personelu medycznego i ratowników schodzi po schodach na izbę przyjęć własnego szpitala, bo winda, która miała ją tam zawieźć, sama stała się miejscem zdarzenia. Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Myśliborzu zarejestrowała całe zdarzenie w systemie ewidencjonowania pod numerem 1612002-0601. To nie jest plotka ani relacja z drugiej ręki. Mamy oficjalny dokument z pieczęcią państwowej straży pożarnej.

Kilka dni później, gdy nasza redakcja zaczyna pytać o to, kiedy ta winda była ostatnio serwisowana, pracownicy szpitala reagują zaskakująco jednolicie: nie przypominają sobie, żeby ktokolwiek w ostatnich latach robił przegląd techniczny dźwigów w tej placówce. Żadnych wspomnień, żadnych dat, żadnej ekipy serwisowej, którą ktokolwiek widziałby na korytarzu. Cisza, która w szpitalu przewożącym windami leżących pacjentów brzmi wyjątkowo niepokojąco.

– Jeśli się coś dzieje, mamy dzwonić i ewentualne usterki omawiamy z kimś przez telefon, ale nie pamiętamy, by tu ktoś był – mówi zgodnie personel szpitala.

Postanowiliśmy więc zapytać wprost i na piśmie. Złożyliśmy wniosek o udostępnienie informacji publicznej: protokoły przeglądów technicznych i kontroli Urzędu Dozoru Technicznego od 2024 roku, historia awarii i usterek wind, kopia umowy serwisowej. Trzy proste żądania, które w każdej innej instytucji publicznej kończą się przesłaniem skanu.

Odpowiedź, która dziś przyszła z podpisem prezesa zarządu Łukasza Dombka, nie zawiera żadnego z tych dokumentów. Zawiera za to prawniczą fortecę: protokoły przeglądów to podobno nie informacja publiczna, tylko „dokumentacja techniczno-eksploatacyjna”. Umowa serwisowa to podobno „tajemnica przedsiębiorstwa”, której ujawnienie mogłoby zaszkodzić pozycji negocjacyjnej szpitala. Trzy strony argumentów prawnych – i zero odpowiedzi na najprostsze pytanie: czy ta winda w ogóle była w ostatnich latach sprawdzana przez kogokolwiek.

Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, organizacji, która od lat wygrywa w sądach sprawy o dostęp do informacji publicznej, nie zostawia na tej argumentacji suchej nitki. W rozmowie z naszą redakcją mówi wprost:

– Te dokumenty podlegają udostępnieniu.

Szpital finansowany ze środków publicznych, realizujący zadania z zakresu ochrony zdrowia, nie może chować za paragrafem o tajemnicy przedsiębiorstwa dokumentów decydujących o bezpieczeństwie pacjentów. Windą do szpitala jeżdżą chorzy ludzie na wózkach, nie tajne receptury produkcyjne.

Zostaje więc pytanie, które z każdym dniem milczenia brzmi coraz głośniej: dlaczego prezes szpitala, zamiast w pięć minut pokazać jeden aktualny protokół przeglądu i zamknąć temat, wybrał kilkustronicową odmowę pełną odniesień do ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji? Gdyby dźwigi były serwisowane zgodnie z przepisami, dowód na to leżałby w segregatorze i kosztowałby tyle, co przejście do kserokopiarki. Zamiast dowodu mamy mur prawny, za którym nie wiadomo, co się właściwie znajduje – dokumentacja w porządku, czy jej brak.

A z tej samej windy, która runęła 27 sierpnia, korzystają na co dzień nie urzędnicy i nie prawnicy tworzący uzasadnienia odmów. Korzystają pacjenci przewożeni na wózkach, osoby po operacjach, ludzie, dla których kilkanaście centymetrów nagłego spadku kabiny może skończyć się czymś znacznie poważniejszym niż stłuczona noga. Dopóki szpital nie pokaże, kiedy ostatni raz ktoś sprawdził tę windę, każdy kolejny przejazd między piętrami odbywa się na wiarę.

Co na ten temat mówi prawo?

Obowiązek utrzymywania wind w stanie zapewniającym bezpieczną eksploatację nie jest kwestią dobrej woli zarządcy budynku, tylko twardym wymogiem ustawowym. Podstawą jest ustawa z dnia 21 grudnia 2000 roku o dozorze technicznym, która obejmuje dźwigi osobowe i towarowe obowiązkowym nadzorem Urzędu Dozoru Technicznego – bez ważnego dopuszczenia UDT winda w ogóle nie może być legalnie eksploatowana. Szczegółowe terminy i zakres tych obowiązków określa rozporządzenie Ministra Przedsiębiorczości i Technologii z dnia 30 października 2018 roku w sprawie warunków technicznych dozoru technicznego w zakresie eksploatacji, napraw i modernizacji urządzeń transportu bliskiego, które zalicza windy do urządzeń transportu bliskiego podlegających regularnym badaniom.

W praktyce oznacza to dwa równoległe obowiązki. Pierwszy to coroczne badanie okresowe wykonywane przez inspektora UDT, które kończy się wpisem do książki rewizyjnej urządzenia i decyduje o tym, czy dźwig w ogóle może dalej jeździć. Drugi to bieżąca konserwacja prowadzona przez uprawnionego konserwatora, który – zgodnie z instrukcją eksploatacji producenta oraz przepisami wykonawczymi – powinien odwiedzać windę znacznie częściej niż raz w roku, zazwyczaj co 30 dni, i za każdym razem odnotowywać wykonane czynności w dzienniku konserwacji. Kwalifikacje samego konserwatora reguluje z kolei rozporządzenie Ministra Przedsiębiorczości i Technologii z 21 maja 2019 roku w sprawie sposobu i trybu sprawdzania kwalifikacji wymaganych przy obsłudze i konserwacji urządzeń technicznych – dźwigu nie może więc serwisować przypadkowa osoba bez odpowiednich uprawnień.

Dziennik konserwacji i protokoły z badań UDT nie są więc fakultatywnym archiwum, tylko jedynym dowodem na to, że zarządca budynku – w tym przypadku szpital – wywiązał się z ustawowego obowiązku. Brak wpisów, luki w harmonogramie albo nieaktualne badanie oznaczają realne ryzyko wstrzymania eksploatacji urządzenia przez inspektora UDT, a w razie wypadku otwierają drogę do odpowiedzialności cywilnej i karnej zarządcy za dopuszczenie do ruchu urządzenia, które nie spełniało wymaganych warunków. To właśnie dlatego pytanie o jeden dokument – aktualny protokół przeglądu – nie jest formalnością, tylko sprawdzianem, czy szpital wypełniał wobec swoich pacjentów obowiązek, który prawo nakłada na niego wprost.

Co grozi za brak przeglądów?

Odpowiedzialność za stan techniczny windy i terminowość przeglądów spoczywa wprost na właścicielu, zarządcy lub administratorze budynku, w którym urządzenie jest eksploatowane – nie na producencie ani na firmie serwisowej, którą zarządca ewentualnie zatrudnił. Sama ustawa o dozorze technicznym w art. 63 przewiduje grzywnę albo karę ograniczenia wolności dla każdego, kto dopuszcza urządzenie do eksploatacji bez decyzji UDT o dopuszczeniu albo wbrew decyzji o wstrzymaniu jego eksploatacji. Zanim jednak dojdzie do sądu, inspektor UDT ma prawo po prostu zatrzymać dźwig na miejscu i zakazać jego dalszego użytkowania do czasu uzupełnienia dokumentacji lub naprawy usterek – co w budynku szpitala oznacza sparaliżowanie transportu pacjentów między piętrami.

Znacznie poważniej sprawa wygląda, gdy do zaniedbania dochodzi wypadek. Kodeks karny w art. 160 przewiduje karę pozbawienia wolności do lat trzech dla każdego, kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – i, co istotne, do popełnienia tego przestępstwa wystarczy samo powstanie zagrożenia, nie trzeba czekać, aż komuś rzeczywiście stanie się krzywda. Jeśli winda stanowi wyposażenie zakładu pracy, dochodzi do tego art. 220 kodeksu karnego, który przewiduje do trzech lat więzienia dla osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo i higienę pracy, a przy nieumyślnym narażeniu pracownika – karę do roku pozbawienia wolności, ograniczenia wolności albo grzywnę. Co ważne, ta odpowiedzialność karna nie spada na spółkę jako taką, tylko na konkretną osobę fizyczną odpowiedzialną za dopuszczenie urządzenia do użytku – w przypadku spółki z ograniczoną odpowiedzialnością zwykle na prezesa zarządu.

Do tego dochodzi odpowiedzialność odszkodowawcza wobec samej poszkodowanej. Zgodnie z ugruntowanym stanowiskiem orzecznictwa, winda jako urządzenie wprawiane w ruch za pomocą energii elektrycznej może być traktowana jako źródło odpowiedzialności na zasadzie ryzyka z art. 435 kodeksu cywilnego, co oznacza, że zarządca odpowiada za szkodę niezależnie od tego, czy można mu przypisać osobistą winę – wystarczy sam fakt, że urządzenie wyrządziło szkodę w związku ze swoim ruchem. To znacznie surowszy standard niż zwykła odpowiedzialność na zasadzie winy, bo poszkodowana nie musi udowadniać, że konkretny pracownik czy zarząd czegoś zaniedbali – wystarczy, że winda działała i komuś stała się krzywda. Dodatkowo, jeśli okaże się, że winda nie miała ważnego badania UDT, ubezpieczyciel budynku może na tej podstawie odmówić wypłaty odszkodowania z polisy, co oznacza, że cały ciężar roszczenia spada bezpośrednio na zarządcę.

Popularne Artykuły